Szara baśń

Kategorie: Fotografia | Tagi: !ART COME OUT!, Andrzej Pietsch, Anita Andrzejewska, , FotoBzik, , Grupa 13, , Iran, , Szeroki Kadr, Zbigniew Łagocki, Związek Polskich Artystów Fotografików | 23 maja 2012

Czarno-białe podróże, pełne kontrastów twarze, szare, uliczne martwe natury. O perfekcyjnym świecie, który nie potrzebuje koloru. Fotografie Anity Andrzejewskiej.

Indie. Fot. A. Andrzejewska

Prysznic w Indiach (powyżej), hipnotyzujące spojrzenie pakistańskiego chłopca (poniżej), duchy irańskich kobiet. Świat widziany oczami artystki wciąga. Widz dryfuje między szarościami. Można się skupić ma kształtach i formach. Kolor nie dekoncentruje, nie wprowadza zamieszania i nie dyktuje odbiorcy emocji. Wyobraźnia mocniej pracuje.

Szarości postarzają i uszlachetniają to, co widać na fotografiach, a jednocześnie odrywają ten obraz od rzeczywistości. Świat Anity Andrzejewskiej sprawia wrażenie nierzeczywistego, odległego, baśniowego. A przez to niezwykle ciekawego.

Pakistan. Fot. A. Andrzejewska

„Moje zainteresowanie czarno-białym obrazem gdzieś tam wywodzi się z czarno-białej grafiki. Redukcja koloru powoduje wyabstrahowanie obrazu z rzeczywistości. Od razu przeskakuje na inny wymiar i staje się bardziej metaforyczny” – mówi autorka.

Fot. anitaandrzejewska.netlin.pl

„Nigdy nie interesowały mnie wielkie tematy. Raczej nastawiam się na sytuacje codzienne i na zobaczenie czegoś niezwykłego w tym, co mnie otacza. (…) Nawet banalne rzeczy potrafią stać się interesujące i potrafią pokazać inne, nieznane dotychczas oblicze” – podkreśla Anita Andrzejewska.

Ryby, stare, drewniane drzwi, dłoń, wydma, porowata skała. Niezwykłe bogactwo faktur. Na proste, codzienne przedmioty, miejsca, zwykłe, niewyróżniające się twarze czy sylwetki trzeba umieć patrzyć. Niezbędnym narzędziem fotografa – zwłaszcza takiego, który operuje w szarościach – jest wrażliwość. Zwłaszcza na światło.

Fot. anitaandrzejewska.netlin.pl

„Każdy z nas patrzy na świat własnymi oczami. Nie ma czegoś takiego jak obiektywizm w fotografii. Już sam wybór tematu, kadru, oświetlenia jest indywidualną decyzją i pokazuje ułamek świata widziany z perspektywy tej, a nie innej osoby” – podkreśla Anita Andrzejewska.

„Dużą wagę przykładam do budowy obrazu, do jego wyrazu i kompozycji i tego, aby treść współgrała z formą.(…) Dostrzegam korzenie fotografii w malarstwie i w ogóle sztukach plastycznych , bo zdjęcie to również obraz. Nieważne jest narzędzie – pędzel, aparat. Prawdopodobnie malarze tacy jak Vermeer czy Caravaggio, którzy malowali światłem, dzisiaj zajmowaliby się fotografią” – dodaje.

Indie. Fot. A. Andrzejewska

Anita Andrzejewska jest absolwentką Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W 1994 obroniła dyplom z wyróżnieniem w pracowni wklęsłodruku prof. Andrzeja Pietscha oraz aneks w pracowni fotografii prof. Zbigniewa Łagockiego.

Od 1997 roku należy do grona Związku Polskich Artystów Fotografików. Członkini stowarzyszenia twórczego „Grupa 13″.

Fot. A. Andrzejewska

POLECAM:

Anita Andrzejewska – oficjalna strona (tu znajdziesz więcej fotografii)

29 maja – spotkanie autorskie z Anitą Andrzejewską w ramach !ART COME OUT! (trzeba potwierdzić udział na Facebooku)

Szeroki Kadr – materiał, w którym Anita Andrzejewska opowiada o fotografii. Naprawdę warto obejrzeć

Otwieracz do piwa z papieżem, dezodorant z Matką Boską

Kategorie: Design, Rozmaitości | Tagi: "Zmiłuj się", Bartosz Borowski, kicz, Matka Boska, Ostatnia Wieczerza, papież, , Stara Rzeźnia, zakonnica | 21 maja 2012

Otwieracz do piwa z papieżem, korona cierniowa w sklepie z pamiątkami, odpustowe balony z krzyżem i plastikowy zegar z ostatnią wieczerzą. „Zmiłuj się”, czyli wystawa kiczu religijnego.

Na zdjęciu miniaturowe podróżne Pismo Święte i odświeżacz powietrza, fot. Marek Lapis/Agencja FORUM

W poznańskiej galerii Stara Rzeźnia można obejrzeć wystawę „Zmiłuj się”, na której pokazano przykłady religijnego kiczu z Polski i ze świata.

W ramach ekspozycji prezentowane są okazy z kolekcji Bartosza Borowskiego.

Większość z nich to przedmioty codziennego użytku, takie jak otwieracz do piwa, lampka nocna, dezodorant z Matką Boską, obejma metalowa do rury gazowej, zegar z ostatnią wieczerzą czy zakonnica w wersji Lego.

Na zdjęciu zakonnica-figurka Lego. Fot. Marek Lapis/Agencja FORUM

Na zdjęciu otwieracz do piwa z papieżem, fot. Marek Lapis/Agencja FORUM

Dezodorant z Matką Boską z Guadelupe. Fot:Marek Lapis/Agencja FORUM.

N/Z zegar - ostatnia wieczerza. Fot. Marek Lapis/FORUM

N/Z Bartosz Borowski ze swoją kolekcją. Fot. Marek Lapis/Agencja FORUM

Kalejdoskop z ludzkich ciał

Kategorie: Film, Reklama, Taniec | Tagi: arabeska, Bill Gates, ciało, Gordon Brown, Jacek Utko, kalejdoskop, konferencja naukowa, Richard Dawkins, Stephen Hawking, symetria, Technology Entertainment and Design, TED, TEDxSummit, We Are Pi | 21 maja 2012

Symetryczne kształty mnożą się, zapełniając przestrzeń barwnymi, regularnymi klonami. Niezwykły kalejdoskop z ludzkich ciał…

Fot. wearepi.com/tedxsummit

Tancerze ubrani w białe, czerwone i czarne stroje. Matematyka i sztuka z ludzkich ciał: trójkąty, symetria i ornamenty przypominające arabeski. Kształty się mnożą, tworząc coraz bardziej złożone konstrukcje.

Wykorzystanie człowieka i wplecenie go w naukę i sztukę jest doskonałym, konceptualnym pomysłem na promowanie konferencji TED (Technology Entertainment and Design), których celem jest popularyzowanie „idei wartych rozprzestrzeniania” – głównie z zakresu nauki i kultury. Wśród najbardziej znanych uczestników konferencji TED należy wymienić Stephena Hawkinga, Billa Gatesa, Richarda Dawkinsa, Gordona Browna czy Jacka Utko.

Fot. wearepi.com/tedxsummit/

Film, który został przygotowany przez agencję We Are Pi z okazji konferencji TEDxSummit w Katarze, łączy architekturę, taniec i matematykę. Można w nim zobaczyć niebanalne kompozycje stworzone bez posiłkowania się programami graficznymi.

Jeśli nie wierzysz, że na powyższych zdjęciach są ludzie, zobacz krótki film:

 

 

Źródło:

We Are Pi – oficjalna strona

The Cool Collector

Prezydent obnażony

Kategorie: Rysunek i malarstwo | Tagi: Afryka, Afrykański Kongres Narodowy, , apartheid, Brett Murray, Goodman Gallery, Jackson Mthembu, Jacob Zuma, Johannesburg, , Nelson Mandela, , RPA, Umkhonto we Sizwe, Włócznia | 20 maja 2012

Jacob Zuma – prezydent RPA – w pozie Lenina i z obnażonymi genitaliami. Skandal polityczno-obyczajowy na miarę wszech czasów, czyli południowoafrykańska wersja baśni Andersena pod nowym tytułem „Prezydent jest nagi”.

Fot. AFP

Skandalista, populista i poligamista. Taką opinię ma prezydent RPA – Jacob Zuma. Cechy te i „atrybuty” władzy postanowił oddać inny skandalista – kapsztadzki malarz Brett Murray.

Obraz zatytułowany ‘Włócznia” przedstawia Zumę upozowanego na Lenina. Ta wybuchowa mieszanka socrealizmu i warholowskiego pop-artu, wyśmiewająca przywódcę i jego skłonności, wywołała skandal obyczajowy.

Obraz pokazano w prywatnej Galerii Goodmana w Johannesburgu. Praca Murraya była jednym z elementów ekspozycji „Niech żyje złodziej, cz. 2″, której tematem przewodnim było wyszydzenie i napiętnowanie nieuczciwości polityków.

Zuma jest głową RPA od 2009 roku. W swojej działalności pro publico bono ogranicza się do dostarczania rozrywki obywatelom państwa. Jest bohaterem wielu skandali obyczajowych. Był również oskarżany o  korupcję i gwałt. Mąż sześciu żon i ojciec 21 dzieci nie kryje się ze swoją nadzwyczajną aktywnością seksualną i angażuje w kolejne romanse, wprawiając rodaków w zakłopotanie…

Obraz „Włócznia” szybko znalazł nabywcę i został sprzedany za 16,5 tys. dolarów.

Źródło:

Goodman Gallery (tutaj zobaczysz resztę prezentowanych na wystawie prac)

I oddycha się coraz ciężej…

Kategorie: Teatr | Tagi: , holokaust, , KAMP, obóz zagłady, recenzja, recenzje Sztukatułki, , , | 17 maja 2012

Tektura, modelina, szary papier. Mikrozagłada. Siedzisz spięty w ciemnej sali, jakbyś sam był w obozie śmierci. Ale wiesz, że za chwilę otworzą się drzwi, włączy się światło i będziesz mógł wyjść. Tej recenzji miało nie być. Tak, jak po obejrzeniu spektaklu „KAMP” w wykonaniu holenderskiej grupy Hotel Modern, milczenie było jedną z możliwych recenzji. Ale przeczytałam opinię, z którą się nie zgadzam, w serwisie Kulturawkrakowie.pl, (zobacz „KAMP”. Zabawa w Auschwitz).

Fragment makiety obozu. Scenografia do spektaklu "KAMP", fot. M. Morek/Sztukatułka

Makieta obozu zagłady. Wielka, zakrywająca całą scenę. Tory kolejowe, drut kolczasty i tysiące małych figurek – najpierw w ubraniach, później w pasiakach, później nagich. Nienaturalnie wykrzywione, modelinowe twarze z głębokimi oczodołami i otwartymi z przerażenia ustami. Tysiące ludzi przyjadą do tej ostatniej stacji pociągiem. Już go słychać. Musi być coraz bliżej. Widzowie czekają. Wychylają się , by między głowami siedzących przed nimi ludzi, zobaczyć wjeżdżający z hukiem na scenę, wyładowany lalkami pociąg. Lalki „pójdą do gazu”. My o tym wiemy. Znamy scenariusz.

Lecz zanim to się stanie lalki założą pasiaki, pójdą na apel, do pracy. Jedna z nich zasłabnie – z przemęczenia i głodu. Upadnie na ziemię. Druga – w mundurze – zatłucze ją na śmierć. Kobieta siedząca przede mną odwróci głowę, żeby nie patrzeć. Uderzenie za uderzeniem. Mocne, bezlitosne. Potworny, głuchy dźwięk. Słyszę go do dzisiaj. I widzę jak mała lalka bita bez opamiętania rozpada się na kawałki.

To nie zabawki, tylko tysiące cichych aktorów niemego dramatu. To nie zabawa w Auschwitz, tylko alternatywna forma mówienia o holokauście. Nie mogę się zgodzić z opinią, że jest to „próba zaklinania tragedii w tekturze i modelinie”. To po prostu jedna z wielu możliwych interpretacji. Dla mnie ciekawa, bo materiały, które wykorzystano do wykonania scenografii i sposób, w jaki aktorzy ożywiają postaci, odbieram jako oryginalną metaforę przedmiotowego traktowania człowieka w każdym obozie zagłady.

Fot. Łaźnia Nowa

Zarzut, że „KAMP” został „ułagodzony, uproszczony i pozbawiony ludzkich emocji i prawdziwych ludzkich historii”, uważam za bardzo mocny. Bo to jest teatr. A w teatrze trzeba pójść na skróty. W 55 minut nie da się oddać w szczegółowy sposób dramatu, który trwał 5 lat. Tak trudny temat wymaga od reżysera precyzji i umiejętności pokazania wypadkowej wszystkich ludzkich tragedii, jakie rozegrały się w Auschwitz.

Lalki nie mówią. Taka jest konwencja. I to milczenie bardzo mocno uderza w widza. Spektakl oddziałuje przede wszystkim doskonałym dźwiękiem. Jest orkiestra, która gra, gdy przez scenę jedzie ciężarówka z zatłuczonym na śmierć więźniem, jest pisk hamującego na tej makabrycznej stacji pociągu, słychać oddechy i chrapanie śpiących w barakach ludzi. I słychać ciężki oddech osoby w masce przeciwgazowej. Nam, siedzącym na widowni, również oddycha ciężko. Tak bardzo sugestywne jest to połączenie obrazu z dźwiękiem.

Lalka w kombinezonie i masce odsuwa pokrywę w podłodze i wsypuje z maleńkiej puszki do komory cyklon B. Zgarnia rękami resztki substancji do otworu i zasłania go ciężkim wiekiem. Słychać, jak granulki nasączone cyjanowodorem uderzają o podłogę. To szum podobny do tego, jaki wydaje przesypywany piach. Słychać zgrzyt zasuwanego wieka.  I oddycha się coraz ciężej. Mimowolnie. Wiadomo, co dzieje się piętro niżej. Zaraz pokaże to kamera trzymana przez jednego z aktorów Hotelu Modern. Lalki tłoczą się w rogu pomieszczenia. Zupełnie tak, jakby wierzyły, że to je uchroni przed śmiercią.

A ty siedzisz w napięciu w tej ciemnej sali, jakbyś sam był w obozie zagłady. Tylko wiesz, że za chwilę otworzą się drzwi, zapali światło i będziesz mógł wyjść. W ciszy lub bijąc brawo.

Ewelina Karpińska-Morek

Sztukatulka.pl

Kolejny transport. Fot. M. Morek/Sztukatułka

Fot. Łaźnia Nowa

Fot. Łaźnia Nowa

Chromatyczna maszyna do malopisania

Kategorie: Design, Rysunek i malarstwo | Tagi: chromatyczna maszyna do pisania, , maszyna, , , Tyree Callahan | 15 maja 2012

Jedyna w swoim rodzaju chromatyczna maszyna do przetwarzania słów. Barwna metafora języka sztuki.

Fot. tyreecallahanpaintings.com

Tyree Callahan przerobił starą, przedwojenną maszynę do pisania Underwood Standard na chromatyczną maszynę do malopisania. Zamiast klawiszy z literami są kolory, a na papierze pojawia się malowany – linijka po linijce – pejzaż.

Maszyna jest koncepcyjnym dziełem sztuki, metaforą przekładania słów czy myśli na obraz.

„Uwielbiam balansować na granicy abstrakcji i reprezentacji i pozwalać widzowi czerpać z dzieła sztuki to, czego od niego oczekuje” – pisze na swojej stronie artysta.

Tyree Callahan tworzy głównie pejzaże. „Natura jest najlepszym nauczycielem, jakiego może mieć artysta. Nieustannie zadziwia mnie gra świateł i zróżnicowany krajobraz. Żyjemy w środowisku, które może produkować zarówno żywe, jak i ponure widoki. Co więcej, potrafią się diametralnie zmieniać zaledwie w ciągu jednej godziny” – mówi.

Chromatyczna maszyna do pisania jest jednym z kilku prezentowanych na stronie artysty przykładów ciekawego konceptualizmu. Niestety nie funkcjonuje tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, ale pozostaje barwną, działającą na wyobraźnię przenośnią.

Fot. tyreecallahanpaintings.com

Fot. tyreecallahanpaintings.com

Fot. tyreecallahanpaintings.com

Źródło:

Tyree Calahan – strona artysty

Zwłoki jako dzieło sztuki?

Kategorie: Rzeźba | Tagi: Alberto Lorente, Havana Biennial, Julio Lorente, , Manolo Castro, Osama bin Laden | 11 maja 2012

Martwy Osama jak żywy. Pomysł na tę kontrowersyjną rzeźbę wywodzi się z Kuby, a „dzieło” sztuki jest prezentowane na prestiżowym Havana Biennial. Artyzm z najwyższej półki czy przekroczenie granicy dobrego smaku?

Fot. Agencja FORUM/REUTERS/Enrique De La Osa

Rzeźba przedstawiającą martwego Osamę bin Ladena ( zatytułowana „On”) została zaprezentowana podczas jedenastego Havana Biennial – głównego wydarzenia artystycznego na Kubie, prezentującego najnowsze trendy w sztuce współczesnej.

Autorami rzeźby są kubańscy artyści: Manolo Castro, Julio Lorente i Alberto Lorente.

Fot. Agencja FORUM/REUTERS/Enrique De La Osa

Wyrzeźbione „zwłoki” wyglądają bardzo realistycznie. Artyści oddali każdą zmarszczkę na twarzy zmarłego, każdą plamkę na jego dłoniach i charakterystyczny zarost.

Zainteresowani zwiedzający podchodzą, robią zdjęcia, dotykają… Martwe ciało na dywanie w samym środku galerii.

Ja mówię „nie”.

Fot. Agencja FORUM/REUTERS/Enrique De La Osa

Więcej o Havana Biennal – TUTAJ.

Najdziwniejsze trumny na świecie

Kategorie: Design | Tagi: 20/21 Gallery, Anioł Północy, Anthony Gormley, Brian Holden, Crazy Coffins, David Crampton, Louis Vuitton, Nottingham, Orient Express, Paul Weir, Richard Mullard, trumna, urna, Vic Fearn & Company Ltd, | 10 maja 2012

Zabytkowy Rolls-Royce, torba sportowa i Orient Express, czyli ostatnia podróż z przytupem. Osobliwe trumny – odbicie marzeń i pasji zmarłych – produkcji Crazy Coffins.

Trumna "Narzeczona Draculi" zaprojektowana na specjalne zamówienie 20/21 Gallery przez Richarda Mullarda. Fot. crazycoffins.co.uk

15 lat temu do Vic Fearn & Company Ltd, działającej w branży pogrzebowej, zadzwoniła klientka, która zapytała o możliwość wykonania na zamówienie trumny w kształcie samolotu. – Pomyślałem sobie, że to chore – wspomina pracujący tam od 30 lat David Crampton. Odłożył słuchawkę i dziesięć minut po rozmowie doszedł do wniosku, że to wcale nie jest głupi pomysł. Właściciele poszli za ciosem i odświeżyli oblicze przedsiębiorstwa, konstruując pierwszą, zamówioną telefonicznie „latającą trumnę”.

Crazy Coffins to obecnie spełniająca nawet najbardziej osobliwe wymagania klientów firma z siedzibą w Nottingham. W swoim dorobku ma repliki zabytkowych pojazdów, statków, telefonów, rzeźb i intrumentów.

Ostatnia wyprawa

Projektant Crazy Coffins – Richard Mullard – skonstruował dla siebie trumno-sanie. Jak tłumaczy, będzie mógł ze sobą zabrać ukochane narty. Zupełnie tak, jakby się wybierał  na ostatnią wyprawę na biegun północny.

Fot. crazycoffins.co.uk.

Kontener na zwłoki

Trumnę-kontener zamówił budowlaniec John Gratton-Fisher.

Fot. crazycoffins.co.uk

Wygodne buty

Pat Cox – nauczycielka muzyki, pielęgniarka i wielka pasjonatka baletu – zostanie pochowana w bucie.

Fot. crazycoffins.co.uk

Dla aniołów

Richard Mullard zaprojektował tę trumnę w hołdzie dla Anthony’ego Gormley’a – twórcy rzeźby „Anioł Północy”.

Fot. crazycoffins.co.uk

Trumna podróżna

Prawie jak od Louis Vuitton…

Fot. crazycoffins.co.uk

Śmierć w Orient Expressie

Wielki fan kolei Brian Holden zostanie pochowany w Orient Expressie.

Fot. crazycoffins.co.uk

Wiklinowy sarkofag

Inspirowana brytyjskim horrorem „The Wicker Man” trumna zaprojektowana przez Richarda Mullarda, a wykonana przez trudniącego się wikliniarstwem Paula Weira.

Fot. crazycoffins.co.uk

Ostatnia podróż jachtem

Replikę jachtu Sun Voyager zamówiła rodzina zmarłego, który przez całe życie marzył, by stać się posiadaczem takiej łódki.

Fot. crazycoffins.co.uk

Na żałobną nutę

W replice ulubionej gitary został pochowany chłopiec, który zginął w nieszczęśliwym wypadku.

Fot. crazycoffins.co.uk

Wystawa trumien Crazy Coffins

Fot. crazycoffins.co.uk

Źródła:

Crazy Coffins – oficjalna strona

Pięć zdjęć

Kategorie: Pięć zdjęć - fotograficzne podróże dookoła świata | Tagi: , , Bruchsal, , , Kabul, Marcin Ogdowski, , , Rawalpindi, Śiwa, Zafganistanu.pl | 08 maja 2012

W piątej części serii, która pokazuje życie w różnych zakątkach świata, obrazki z Afganistanu, Indii, Birmy, Pakistanu  i Niemiec.

Chłopiec w bogato zdobionej, afgańskiej ciężarówce, modlitwa o deszcz w Indiach, pracowite dzieciństwo w Birmie, transport i spedycja w pakistańskim wydaniu oraz niemiecki porządek.

1. Rzut oka na Afganistan

Punkt kontrolny policji w Kabulu. Afgański chłopiec wygląda przez misternie rzeźbione okno… ciężarówki.  Siły afgańskie obiecują przejęcie kontroli w państwie w 2013 roku. Więcej o Afganistanie na blogu Marcina Ogdowskiego Zafganistanu.pl.

Fot. AFP

2. Indie i modlitwa o deszcz

Mieszkańcy wsi i rolnicy leżą z kijami przed świątynią Śiwy. Czekają na błogosławieństwo podczas rytualnych modłów o deszcz, zdrowie i dobrobyt. Jeśli interesują Cię inne osobliwości związane z tym państwem, polecam galerię zdjęć „Czyściciel uszu”.

Fot. AFP

3. Dzieciństwo w Birmie

Chłopiec siedzi obok glinianych naczyń w fabryce ceramiki na przedmieściach Rangunu.

Fot. AFP

4. Spedycja w pakistańskim wydaniu

Rawalpindi, północny Pakistan. Osioł ciągnie przeładowany wózek.

Fot. AFP

5. Od nadgryzionej linijki

Widok z lotu ptaka na uprawę szparagów w pobliżu Bruchsal (Niemcy).

Fot. PAP/EPA

Seria „Pięć zdjęć” to kulturowe skrawki z różnych zakątków świata, będące czasem migawkami z najważniejszych wydarzeń ostatnich dni, a czasem barwnymi ilustracjami szarej codzienności.

Poprzednie edycje serii „Pięć zdjęć”

Część pierwsza

Część druga

Część trzecia

Część czwarta


Żarłoczne buty

Kategorie: Design | Tagi: , , | 07 maja 2012

Nadgryzione pięty i wystrzelone z procy palce. Nowe, poddane animizacji, żarłoczne propozycje obuwnicze Kobi Leviego.

Fot. kobilevidesign.com

Buty zaprojektowane przez izraelskiego artystę są swego rodzaju rzeźbami. Większość inspiracji pochodzi spoza „świata obuwniczego”, co sprawia, że stają się ekstremalnymi transformacjami. Towarzyszy im humor, a animizacja jest najlepszym dowodem na to, że jerozolimski projektant prezentuje unikatowe spojrzenie na rzeczy martwe.

To konceptualna interpretacja otaczającego nas świata, pełna żartobliwych wstawek i szytej na miarę groteski.

Powyżej i poniżej rekiny na damskie i męskie stopy. Za parę damskich, żarłocznych butów trzeba zapłacić, bagatela, 1680 dolarów. Męskie trzewiki są tańsze i kosztują 1120 dolarów.

Fot. kobilevidesign.com

Wszystkie elementy tych niecodziennych butów, przełamujących nudę mokasynów, czółenek i szpilek, są wykonywane ręcznie przez artystę.

Poniżej orka na damską stopę…

Fot. kobilevidesign.com

Kobi Levi w 2001 roku ukończył Bezalel Academy Of Art & Design w Jerozolimie. Specjalizuje się w projektowaniu obuwia. Przygotowywał propozycje na rynek włoski, chiński, brazylijski.

Swoje prace prezentował na licznych wystawach w Tel-Aviwie, Jerozolimie, Tokio, Weronie, Berlinie…

Fot. kobilevidesign.com

O Kobi Levim pisałam już w tekście „Sztuka na obcasach”. Zobaczycie tam pozostałe, szalone propozycje obuwnicze – zjeżdżalnie, proce, łabędzie, psy, banany…

Fot. kobilevidesign.blogspot.com

kobilevidesign.blogspot.com

Źródło:

Kobi Levi