Tajemnice kradzieży stulecia

Pablo Picasso otrzymuje od dygnitarzy słynny obraz oraz powieść Zofii Nałkowskiej. W tym samym czasie młody Stanisław Lem postanawia dokonać zuchwałej kradzieży obrazu… Później pojawia się zdolna poetka dorabiająca w muzealnej szatni, portier z aktorskimi ambicjami – 17-letni Michaił Gorbaczow. Czy Szymborska powstrzyma rabunek stulecia?

"Pejzaż zimowy z łyżwiarzami i pułapką na ptaki", Pieter Brueghel Młodszy. Fot. Agencja FORUM

„Vincenzo Peruggia – 40 000 do tyłu – tajemnica kradzieży stulecia'” to jeden ze spektakli towarzyszących prezentacji obrazu Pietera Brueghela Młodszego w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.

Tłem wspomnianego spektaklu jest Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju. W roku 1948 podczas obchodów kongresu dochodzi do spotkania pracowników fizycznych Muzeum Narodowego z delegacją polskiego rządu. Intryga zapowiada się nadzwyczaj ciekawie…

Na sali jest Pablo Picasso, który w prezencie od dygnitarzy otrzymuje egzemplarz powieści Zofii Nałkowskiej. W tym czasie młody Stanisław Lem wraz z kolumbijskim dziennikarzem planują zuchwałą kradzież obrazu. Rabunek chce udaremnić Wisława Szymborska. Co zrobi pracujący w ochronie Muzeum siedemnastoletni Michaił Gorbaczow i co go łączy z ambitnym portierem? Czy Zofia Nałkowska zatańczy flamenco z miłości? Dlaczego Bierut próbował pobić Gomułkę? Czy Lem napisał „Sto lat samotności”?

Drugi spektakl to „Pejzaż zimowy Brueghela Młodszego”. Inscenizacja będzie formą żywego planu, zainspirowanego treścią oraz legendą obrazu.

Obraz Brueghela Młodszego, który na co dzień znajduje się w magazynach wrocławskiego Muzeum Narodowego, będzie można oglądać do 3 lipca.

Obecna prezentacja jest zapowiedzią stałej wystawy malarstwa europejskiego, która zostanie otwarta w Muzeum Narodowym we Wrocławiu w 2012 r.

Więcej informacji o aktualnych wydarzeniach kulturalnych znajdziesz TUTAJ.

Źródła:

PAP

pik.wroclaw.pl

Zaszufladkowano do kategorii Rysunek i malarstwo, Teatr | Otagowano , , , , , , , | 291 komentarzy

Najdziwniejsze hotele świata, cz. I

Od trumien przez klatki, betonowe walce, pneumatyczne łóżka, aż po psie wnętrzności i schizofreniczne labirynty. Hotele, które przełamują kojarzoną z nimi sztampę – zarówno pod względem bryły, jak i aranżacji wnętrz.

Hotel Puerta Amercia w Madrycie, fot. worldarchitecturenews.com

Futurystyczne wnętrza z powyższego zdjęcia to hotel Puerta America w Madrycie.  Oświetlone chłodnym światłem płaszczyzny, przecinające się nawzajem, sprawiają wrażenie lodowego labiryntu…

Oryginalnie, ale z pewnością nie jest to miejsce na konferencje i firmowe imprezy integracyjne.

W Berlinie znajdziemy ekscentryczny hotel wzniesiony przez artystę i muzyka Larsa Stroschena, który na budowę tego niecodziennego obiektu poświęcił 5 lat. Pomysł na hotel i zyski czerpane z tej działalności miały mu pomóc zrealizować projekt muzyczny.

Hotel Propeller, bo o nim mowa, składa się z 35 pokoi – każdy z nich jest urządzony w pewnej, niepowtarzalnej konwencji i ma swoją oryginalną nazwę, która odzwierciedla atuty wnętrza.

Pokoje w berlińskim hotelu Propeller, fot. propeller-island.com

Można tam odnaleźć pokoje, w których postawiono tylko na kolor (jak Chicken Curry), ale są również te, które pobudzają wyobraźnię w dwójnasób, jak choćby dobrze oświetlona sypialnia (Mirror Room; na powyższym zdjęciu w II rzędzie pierwszy od lewej), która multiplikuje zdarzenia w ułożonych fantazyjnie lustrach…

Są pokoje, w których łóżka zapadły się częściowo pod podłogę, fruwające sypialnie (na zdjęciu powyżej w I rzędzie, pierwszy od prawej), łóżka klatki i maszyny – część z nich wygląda bardziej na spokojną przystań sado-maso, niż na miejsca, w których można odpocząć.

Hotel przypomina gigantyczne dzieło sztuki, a jego wnętrza kuszą odmiennością i przełamaniem hotelowej sztampy. Świadczy o tym m.in. pokój „Grobowiec”, w którym śpi się po prostu w trumnach…

Hotel Propeller w Berlinie, fot. metro.co.uk

Ceny wcale nie są wygórowane jak na takie ekstrawagum i lokalizację w stolicy Niemiec – za noc w trumnie trzeba bowiem zapłacić bagatela 115 euro za osobę. Ale jeśli chcielibyście pojechać we dwoje, druga osoba dopłaca do tej kwoty zaledwie 15 euro (czyli wychodzi nam około 519 zł – obliczone na podstawie kursu z dnia 24.06) .

Najtańsze (79 euro za noc) są pokoje z lustrami – terapeutyczny (lustro nad łożem) oraz wspomniany Mirror Room. Najwięcej trzeba zapłacić za te udziwnione, zmechanizowane oraz te „sadomasochistyczne”. W tej samej cenie jest pokój dla podglądaczy („Nightlight”, 115 euro) z weneckim lustrem dającym widok na to, co dzieje się w pokoju obok. Pokój ten wyposażony jest również w wannę wykonaną z plastikowej torby. A aktorom zza ściany powinny przysługiwać jakieś zniżki…

Śniadania tanie jak na hotelowe realia, bo w cenie 7 euro.

Wszystkie pokoje zobaczycie TUTAJ, a tymczasem pokonujemy Ocean Atlantycki i lecimy na zachód – do Idaho w USA, gdzie na miłośników psów czeka Dog Bark Park Inn – bed&breakfast w kształcie psa.

Fot. openjourney.com

Goście Dog Bark Park Inn śpią w Tobym – gigantycznym psie rasy beagle. Na pomysł wybudowania psich „apartamentów” wpadło małżeństwo artystów Dennis Sullivan i Francis Conklin. Prowadzą swoje nietypowe B&B od 1997 roku. Na co dzień zajmują się rzeźbieniem psów z drewna…

Budynek ma 12 stóp wysokości – mieści się w nim, poza pokojami do wynajęcia, również sklep z pamiątkami oraz studio.

Wystrój wnętrz niestety mierny… Aranżacje „apartamentów” przypominają bardziej polskie kwatery prywatne z początku lat 90.,  a zapłacić trzeba 92 dolary za noc ze śniadaniem (dla 2 osób), czyli na nasze około 257 zł.

Od amerykańskich fantasmagorii przechodzimy do niemieckiej ascezy, czyli minimalistycznych sypialni w betonowych walcach.

Parkhotel w Berlinie. Fot. worldarchitecturenews.com

Parkhotel w Berlinie oferuje swoim gościom ascetyczne tuby zamykane na szyfr. Ich wnętrza nie odbiegają daleko od designu niemieckich przyczep kempingowych, w których ograniczona przestrzeń, zagospodarowana w przemyślany sposób, zapewnia lokatorom szczyt wygód w mikroskali.

W podobnej konwencji utrzymana jest „noclegownia” 9Hours w Kioto (Japonia). W tych klaustrofobicznych tunelach można spędzić 9 godzin. W sam raz, jeśli ktoś ma w planach krótki, powiedzmy, odpoczynek…

Każda kapsuła wyposażona jest w pościel, a goście otrzymują podstawowe kosmetyki, ręcznik, pantofle, bieliznę do spania i wodę mineralną.

Za jeden nocleg trzeba zapłacić 3900 jenów, czyli około 136 zł.

Hostel 9Hours, fot. 9hours.jp

To pierwsza część materiału o najdziwniejszych hotelach świata. Temat będzie kontynuowany.

Źródła:

Hardcore hotels, worldarchitecturenews.com

Propeller Island City Lodge – strona hotelu

Dog Bark Park Inn – strona hotelu

Top five weird hotels around the world, Metro.co.uk

Stay at Some of the Most Unique Hotels in the World, Openjourney.com

Zaszufladkowano do kategorii Architektura | Otagowano , , | 21 komentarzy

Sztuka, która znika w czeluściach żołądka…

W miejsce tradycyjnych mediów malarskich i rzeźbiarskich pojawiają się często materiały, które sprawiają, że twórczość artystów wybierających niekonwencjonalne techniki odpływa wraz z pierwszym deszczem (zobacz), znika w naszych żołądkach lub ulega gniciu…

Wycięte w arbuzach twarze postaci ze "Snu Czerwonego Pawilonu", XVIII-wiecznej powieści należącej do klasyki literatury chińskiej. Fot. Agencja FORUM

Te, które kończą w naszych żołądkach, powstają dzięki technice, którą nazywa się carvingiem. Wbrew sportowym skojarzeniom z techniką jazdy na nartach, określenie to bliższe jest skojarzeniom lingwistycznym ze znaczeniem słówka „carve” (z ang. rzeźbienie lub wycinanie nożem).

Fot. Agencja FORUM

Nazwa carving przyjęła się również w Polsce i dotyczy sztuki rzeźbienia w owocach i warzywach.

To sztuka dla wytrwałych, bo niewdzięczny materiał łatwo ulega zniszczeniu, a jego krótki termin przydatności ogranicza znacznie czas pracy przy wycinaniu mini dzieła sztuki.

Technika ta narodziła się w Tajlandii pod koniec XIV wieku i jest silnie związana z tradycją organizowania festiwalu Loy Krathong, który jest jednym z najbardziej popularnych i romantycznych tajskich świąt.

Odbywa się podczas pełni księżyca, a jego data przypada na dwunasty miesiąc tajskiego kalendarza lunarnego (zwykle jest to listopad).

Wszystkie związane z nim tradycje są jednocześnie hołdem składanym bogini wód i rzek, Mae Nam. Wśród nich znajduje się rytualne rzeźbienie w owocach i warzywach.

Apetyczne rzeźby układane są na maleńkich tratwach ( z tajskiego „krathong”) zrobionych z pnia i liści bananowca i są puszczane na rzece jako symbol oczyszczenia. Świętu towarzyszą liczne procesje.

Jak głosi legenda, w 1364 roku Nang Nopamas udekorował tratwę z lampionem zapierającą dech w piersiach artystyczną kompozycją . Z owoców i warzyw wyczarował przeróżne gatunki egzotycznych kwiatów, które perfekcyjnie imitowały rzeczywistość…

Rzeźby wykonane w tajskim Instytucie Carvingu, fot. carvinginstitute.com

Gdy król Phra Ruan zobaczył to cudo, ogłosił sztukę rzeźbienia w tych nietrwałych materiałach narodowym dziedzictwem i dumą Tajlandii i nakazał, by wszystkie Tajki potrafiły wykonywać tak misterne ozdoby.

Wiedza, póki nie było książek instruktażowych, była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Ale nie każdego dopuszczano do tej pilnie strzeżonej tajemnicy…

Szansę na praktykowanie niezwykłej i bardzo starej, tajskiej formy sztuki otrzymywali tylko ci, którzy okazywali szczere zainteresowanie carvingiem, a w swoją pracę potrafili włożyć serce…

Chiński student rzeźbi w arbuzie portrety Lei Fenga, fot. Agencja FORUM

W Bangkoku – w specjalnym Instytucie Carvingu – szkoli się mistrzów, którzy swoje umiejętności prezentują później w restauracjach na całym świecie.

Kae- Sa- Luk („carving” po tajsku) wymaga ogromnych pokładów cierpliwości, niebywałej koncentracji, precyzji i syzyfowej wytrwałości – szczególnie w momentach, gdy ażurowa rzeźba z melona, owoc kilkugodzinnej pracy, stacza się do żołądków hotelowych gości…

Rzeźba w melonie? Niestety ingerencja Fotoshopa, ale bardzo przekonująca, fot. s-fun.com

Polecam galerię zdjęć „Wycięte z arbuza”

Źródła i przydatne linki:

Thai Carving

Mario Provitera, Fruit and Vegetables Carving

Fruicarvinglessons.co.uk

Polska Grupa Carvingowa – oficjalna strona

Strona Instytutu Carvingu w Bangkoku, Tajlandia

O festiwalu Loy Kratong

TUTAJ zobaczysz więcej rzeźb, w których za dłuto posłużył Fotoshop…

Zaszufladkowano do kategorii Obyczaje, Rzeźba | Otagowano , , , , | 9 komentarzy

Patrz pod nogi

Grill na kratce ściekowej, pułapka na odchudzających się, przerażająca kryjówka dla molestowanych seksualnie dzieci… Kanalizacyjne motywy w reklamach i kampaniach społecznych.

Nawet kuriozalne zestawienia reklamowanych produktów lub poruszanych problemów społecznych z nietypowymi nośnikami mogą robić wrażenie i pobudzać wyobraźnię do reinterpretowania tak przyziemnych rekwizytów codziennego życia miasta, jakimi są elementy kanalizacji…

Poniżej kilka pomysłów wykorzystania kratek ściekowych i pokryw studzienek.

1. Kratka ściekowa jako grill – Vijay Sales

„Potrzebujesz nowego grilla?”

"Potrzebujesz nowego grilla?" - reklama Vijay Sales, fot. boredpanda.com

2. Kampania społeczna Amnesty International

„Tysiące więźniów sumienia jest przetrzymywanych w miejscach gorszych niż to. Piszmy, dopóki nie uwolnimy ich wszystkich”

Kampania społeczna Amnesty International, fot. funniest-commercials.net

3. Reklama kawy Folgers (Procter & Gamble), agencja Saatchi & Saatchi (USA, 2006)

„Hej, miasto, które nigdy nie śpi. Wstawać!”

Reklama kawy Folgers. Fot. coloribus.com

4. Kampania społeczna przeciwko molestowaniu seksualnemu dzieci/agencja Serve (USA, 2007)

„Problem molestowania dzieci musi ujrzeć światło dzienne”

Kampania społeczna przeciwko seksualnemu wykorzystywaniu dzieci, fot. adsoftheworld.com

5. Kampania społeczna w Chinach, agencja Ogilvy & Mather (Chiny)

„Ile jeszcze ludzkich żyć będzie wycenianych na 1,25 dolara? Zadzwoń pod numer 010-62357575 i zgłoś kradzież pokrywy studzienki”

Kampania społeczna w Chinach, Ogilvy & Mather Advertising. Fot. boredpanda.com

6. Reklama Slim Fast

7. Reklama sieci restauracji Ray’s Pizza, agencja Fitzgerald+co. (USA, 2004)

Ray's Pizza, agencja Fitzgerald+co. (USA, 2004). Fot. coloribus.com

8. Reklama płynu do płukania usta Listerine, agencja JWT (Hiszpania, 2007)

„Wszystkie usta się brudzą”

Reklama płynu do płukania ust Listerine, fot. coloribus.com

9. Reklama spodni Allen Solly, agencja Ogilvy & Mather (Indie)

Reklama spodni Allen Solly/Ogilvy & Mather (Indie), fot. adsoftheworld.com

Zaszufladkowano do kategorii Street art | Otagowano , , , , , | 13 komentarzy

Adam Szymczyk Superstar

Znany na całym świecie Polak – chłodny i awangardowy ryzykant, łowca młodych talentów. Adam Szymczyk – historia błyskotliwej kariery wziętego kuratora i uznanego krytyka sztuki.

Adam Szymczyk - krytyk sztuki, dyrektor Kunsthalle w Bazylei. Fot. Igor Omulecki/Przekrój /Agencja FORUM

40-letni Adam Szymczyk jest kimś na kształt gwiazdy rocka, ale jego sceną są galerie sztuki współczesnej na całym świecie. Łowi z tłumu nieznanych, dobrze zapowiadających się artystów i organizuje prestiżowe wystawy.  Roztacza wokół siebie aurę chłodnej powściągliwości, ale mimo to młodzi twórcy bardzo cenią sobie możliwość współpracy z nim.

Jego awangarda, przejawiająca się w skłonności do ryzykownego doboru artystów, a tym samym nowatorskim podejściu do sztuki współczesnej, pomogła mu stać się wziętym kustoszem.

Od przejęcia kierownictwa w Kunsthalle w Bazylei w 2003 roku, zorganizował kilka ważnych wystaw, w tym ostatnią, indywidualną południowokoreańskiego artysty Sung Hwan Kim i pierwszą w Europie kompleksową wystawę zmarłego amerykańskiego artysty Lee Lozano. Za każdym razem, gdy odwiedza się Kunsthalle, można liczyć na niespodziankę. To jego znak firmowy.

Adam Szymczyk i Elena Filipovic, fot. Agencja FORUM

Wraz z Eleną Filipovic byli kuratorami Biennale w Berlinie w 2008 roku. Pomagał przy organizacji pokazów w Europie, w tym w Rzymie w Keats-Shelley House i Istituto Svizzero; Hamburgu, Szwecji (Konstmuseum).

Z morza talentów łowi perły. Rozdaje młodym twórcom wejściówki do świata sztuki. To taki alternatywny, bardziej niszowy „talent show”, tylko brakuje jurorów, masowej publiki, sms-ów i oślepiających reflektorów…

Rolę kuratora rozumie jako dawanie szansy artystom, którzy bez takiej pomocy nie mieliby możliwości zaprezentowania się na tak wielką skalę.

Do Kunsthalle zaprasza młodych, którzy kiedyś odważyli się zjawić ze swoimi pomysłami. Bardzo często pomaga im rozwijać i materializować ich pomysły. – To eksperyment, ponieważ nigdy nie wiadomo, jaki będzie rezultat – mówi.

Szymczyk urodził się w 1970 r. w Piotrkowie Trybunalskim. Jego rodzina przeprowadziła się do Łodzi, gdy miał 4 lata. Miejskie Muzeum Sztuki jest jednym z najstarszych muzeów sztuki współczesnej na świecie i miejscem, które odwiedzał często jako nastolatek.

Kiedy miał 15 lat przeczytał książkę Hansa Richtera „Dadaizm – sztuka i anty-sztuka”, która wywarła na niego ogromny wpływ. – Dadaizm był dla mnie nowym pojęciem. Wcześniej myślałem, że w sztuce chodzi o piękne malowanie – mówi. – Należałem do nowej fali , słuchałem muzyki punkowej. Ta książka również miała rewolucyjny charakter, ale wszystko było wyrażane w inny sposób – dodaje.

Gdy studiował historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim, nawiązał kontakt z Galerią Foksal – niekomercyjną przestrzenią dla tworców, silnie związaną z tradycjami awangardowymi. Została założona w 1966 roku przez artystów tj. Tadeusz Kantor czy Edward Krasiński.

Adam Szymczyk, fot. Maksymilian Rigamonti/Newsweek Polska /REPORTER

W 1991 roku dostał się na praktyki na wystawie „Bogactwo Narodów” w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Pomagał artyście, który realizował projekt z wykorzystaniem analizy składników chemicznych w celu stworzenia profilu mikrobiologicznego cudownej wody z Częstochowy. Chciał sprawdzić, czy rzeczywiście jej skład różni się od składu zwykłej wody. Wtedy po raz pierwszy miał szansę przyglądać się z bliska tworzeniu czegoś nowatorskiego.

Młodzi artyści, którzy mieli to szczęście trafić pod jego skrzydła, mówią, że praca z nim jest czymś szczególnym, bo można odnieść wrażenie, że wspólnie uczestniczy się w wielkiej przygodzie, choć – jak podkreślają – kustosz lubi piłować ego i celowo produkuje zdrowe poczucie niepewności…

P.S. Jeśli tworzycie i nie macie siły, by się przebić ze swoimi pomysłami w Polsce, bilety do Bazylei są po około 900 zł. Można zaryzykować…

Źródło:

Tekst został przygotowany na podstawie artykułu Ginanne Brownell z „The International Herald Tribune”. Pełną, przetłumaczoną na język polski wersję tego tekstu znajdziecie TUTAJ.

Zaszufladkowano do kategorii Rozmaitości | Otagowano , , , , , , , , , , | 3 komentarze

Wydrapane twarze

Opuszczone domy, fabryki, popękane i zmurszałe ściany. Na tych urbanistycznych płótnach portugalski artysta Alexandre Farte wydrapuje twarze…

Londyn. Fot. Alexandrefarto.com

Jego praca wymaga niemal chirurgicznej precyzji. Z archeologiczną pasją przedostaje się przez kolejne warstwy murów, wydobywając z historii spisanej w ich strukturze kolejne światłocienie i detale swoich urbanistycznych portretów.

Jak sam mówi, tworzy z chaosu i destrukcji. Odrapane mury budynków, dostarczają materiałów, inspiracji i tworzą niepowtarzalną scenografię.

Wyposażony w młotki, dłuta, wiertarkę udarową, wybielacze do tkanin i farby w sprayu wyrusza do swojej wielkiej pracowni, by na ścianach – po wielogodzinnej i często kończącej się niepowodzeniem (o czym wspomina w wywiadzie) pracy – mogły się pojawić „wydrapane twarze”.

23-latek używa wielu technik, ale jak zapewnia, nigdy nie ma pełnej kontroli nad tym, co wychodzi spod jego dłuta czy młotka. Lubi portrety, które do końca są zagadką, a efekt końcowy – zaskoczeniem.

Londyn. Fot. Alexandrefarto.com

Alexandre Farto, który działa pod pseudonimem Vhils, urodził się w 1987 roku. Dla Portugalii był to czas wielkich przemian, państwo przyłączyło się do UE, pozostawiając za sobą cień rewolucji goździków, która rozpoczęła proces demokratyzacji kraju po 50-letnim letargu. Ta retrospekcja pojawia się tu nie bez kozery…

Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Vhils dorastał w otoczeniu głęboko przesiąkniętym rewolucją, a ściany budynków były istotnym nośnikiem wywrotowych haseł, ubranych w mniej lub bardziej oczywistą, choć politycznie zafarbowaną formę, to łatwiej będzie zrozumieć wybór medium.

U schyłku lat 90 zaangażował się w tworzenie graffiti, a kontekst rewolucyjny stał się bodźcem do tego, by pociągi i odrapane mury wykorzystać jako „miejskie płótna”. Zyskał sławę, kiedy jego twarz wyrzeźbiona w murze pojawiła się tuż obok rysunku Banksy’ego na Cans Festival w Londynie w 2008 roku (zobacz również Banksy – genialny wandal).

Włochy, fot. Alexandrefarto.com

Ta szczypta wandalizmu, którą artysta ozdabia wybrane miasta, sprawia, że nadgryzione przez ząb czasu budynki stają się – po drobnym rzecz jasna peelingo-liftingu jak nowo narodzone.

Artysta wykorzystuje destrukcję do aktu kreacji. W jednym z wywiadów mówi o człowieku zbudowanym z wielu warstw: prywatnych, społecznych, kulturowych, historycznych, itd. Wierzy, że poprzez usuwanie kolejnych jesteśmy w stanie dotrzeć do czegoś „czystszego”, do tego, kim byliśmy kiedyś, zanim na kształtowanie naszej osobowości zaczęły wpływać różne czynniki.

„Lubię więc postrzegać to jako swego rodzaju archeologiczną pracę rozcinania kolejnych warstw historii i czasu i odsłaniania czegoś, co leży pod całym tym hałasem, bałaganem, brudem; poszukiwanie istoty, która zaginęła gdzieś po drodze” – mówi.

Tak – w sposób symboliczny – nawiązuje do swojej twórczości.

Moskwa. Fot. Alexandrefarto.com

Większość pracy Vhilsa jest efektem eksperymentowania z technikami i narzędziami. „Oczywiście nigdy nie mam pełnej kontroli nad wszystkimi aspektami tworzenia portretu i tak samo nie wiem, jakie wzory ukrywają się pod kolejnymi warstwami. Ale to jest kluczowy koncept mojej pracy i uwielbiam przypadkowość, zwracanie uwagi na efemeryczną naturę rzeczy” – mówi. Ceni nieprzewidywalność swojej gigantycznej „pracowni”, jak i jej przypadkowych bywalców-przechodniów.

Głównym tworzywem jego miejskich portretów jest miasto. Celem: odkrywanie wrażliwości na to, co wydaje nam się niezniszczalne.

Wiele jego artystycznych potyczek kończy się porażką. Cieszy się z każdej z nich. Bo w działalności, która bazuje na eksperymencie, niepowodzenie przekuwa się w wiedzę i odkrywanie nowych technik.

Pytany o to, czy chciałby kiedyś współpracować z jakimś artystą, wymienia m.in. Gordona Matta-Clark, Katherinę Grosse, Banksy’ego, JR, Blu, Conora Harringtona, Word 2 Mother, NeckFace, Faile, Gaia, Barry’ego McGee.

Włochy, fot. Alexandrefarto.com

Trudno uwierzyć, że te zapierające dech w piersiach twarze powstały z tak mało wysublimowanej metody, jak odrapywanie ścian.

Źródła:

Alexandre Farto – strona artysty

Breathtaking Urban Art: Wall Sculptures by Alexandre Farto, International Business Times

Art of Destruction: Interview with Vhils, urbanartcore.eu

Kate Schneider, Alexandre Farto’s ‚faces in the city’ display, The Australian

Portraits Carved in Walls by Alexandre Farto, Boredpanda.com

 

Zaszufladkowano do kategorii Architektura, Rzeźba, Street art | Otagowano , , , , , , | 18 komentarzy

Poszukiwania dziewczynki w czerwonej sukience

„Szukamy dziewczynki w czerwonej sukience”. Tak brzmi hasło konkursu organizowanego przez Muzeum Narodowe w Kielcach. Chodzi o odnalezienie sobowtóra namalowanej przez Józefa Pankiewicza Józi Oderfeldówny. Zabawa z dreszczykiem emocji i niewinny „przekaz podprogowy” w postaci małej powtórki z historii sztuki. Brawo za pomysł!

Reprodukcja obrazu "Portret Józefy Oderfeldówny", Józef Pankiewicz, fot. Agencja FORUM

Józef Pankiewicz (1866-1940) należy do najwybitniejszych artystów w historii sztuki polskiej. Urodził się w Lublinie, zmarł w Marsylii. Artysta tworzył pejzaże, martwe natury, portrety, sceny rodzajowe. Ważną dziedziną jego twórczości była grafika.

Namalowany przez Pankiewicza w 1897 roku portret dziewczynki w czerwonej sukience – Józi Oderfeldówny – jest skarbem galerii malarstwa kieleckiego muzeum.

Informacje dla zainteresowanych konkursem:

W konkursie mogą wziąć udział dziewczynki ze szkół podstawowych (I-IV klasa).

Wymagany strój: czerwona sukienka

Data: 25 czerwca (godz. 12)

Organizatorzy podkreślają, że nie chodzi o odwzorowanie sukni z portretu, ale odnalezienie osoby, która w pełni odda charakter namalowanej przez Pankiewicza postaci.

Źródło:

Na podstawie informacji przesłanych przez PAP.

Zaszufladkowano do kategorii Konkursy, Rysunek i malarstwo | Otagowano , , , | 2 komentarze

Niebieska wioska

Hiszpańskie miasto Juzcar zostało wybrane przez Sony na miejsce światowej premiery nowych Smerfów 3D. Z tej okazji fasady wszystkich budynków pomalowano na niebiesko…

Na ściany domów wylano 4200 litrów farby. W malowaniu wioski pomagali lokalni bezrobotni.

Zgodę na taką akcję musiały wyrazić władze Andaluzji i biskup, bo na niebiesko pomalowano również kościół...

Poniżej kilka zdjęć. Więcej zobaczycie w GALERII.

Jak oceniacie pomysł na promocję filmu?

Fot. AFP

Fot. AFP

Fot. AFP

Fot. AFP

Źródła:

AFP

Smurf City, Reuters.com

Smurf movie stunt sees Spanish town of Juzcar covered entirely in blue, Metro.co.uk

Zaszufladkowano do kategorii Architektura, Film | Otagowano , , , | 10 komentarzy