28
Podglądacze
Kategorie: Film, Fotografia, Rysunek i malarstwo | Tagi: Alfred Hitchcock, Big Brother, Edward Hopper (2), Kohei Yoshiyuki, Krzysztof Iwin, Okno na podwórze, reality show | 28 marca 2011
To dziwna telewizja, perwersyjne kino wojeryzmu. Gasisz światło i oglądasz film. Kino akcji, telenowelę, romansidło, pornograficzną scenkę. W rolach głównych: sąsiedzi.
Dopóki nie było telewizji i programów reality show, skłonności do podglądania musiały się zmieścić w dziurce od klucza. Teraz, gdy dziura ta rozrosła się do rozmiarów obiektywu aparatu, ekranu telewizora, czy kina i kłopotliwe skłonności zostały w pewnym sensie „legitymizowane” i nobilitowane do rangi rozrywki, obnażanie prywatności stało się legalnym „procederem” – ku uciesze obnażających się i widzów.
Edward Hopper, chcąc pokazać samotność mieszkańców Nowego Jorku i to, w jaki sposób wielkomiejski świat wpływa na zatracenie się człowieka w niewzruszonej, pozbawionej przyrody, rzeczywistości, tworzył pejzaże przemysłowe, ilustrował osamotnionych ludzi na ulicach megalopolis i zaglądał do okien, by pokazać „bebechy” tego życia.
Jego wizja „kina domowego” z lat 30. XX wieku (patrz obraz „Okna nocą”) jest doskonałą ilustracją ludzkiej ciekawości i skłonności do podpatrywania, co robią inni.
Malarz utrzymuje widza w stanie niepewności, łechta ciekawość – scena nie jest oczywista. Nie wiemy, co robi odwrócona do nas tyłem, pochylona kobieta. Osoba patrząca na obraz staje się mimowolnie podglądaczem.
Wszystko dzieje się wieczorem lub w nocy. Ciemna elewacja budynku i ułożenie okien przypominają fotoplastikon, urządzenie w którym ogląda się fotografie.
Dziś miejską rolę fotoplastikonu doskonale spełniają bloki mieszkalne. Gdy zapada zmrok włącza się kilkadziesiąt „telewizorów” na raz. W każdym można zobaczyć inny program…
Do motywu obserwowania cudzego życia sięgnął Alfred Hitchcock w swoim dreszczowcu „Okno na podwórze”. Oto unieruchomiony na wózku- po złamaniu nogi – fotograf Jeff, oddaje się śledzeniu losów sąsiadów.
Akcja filmu snuje się wokół scen wypatrzonych w oknach.
Mężczyzna nabiera podejrzeń, że w jednym z mieszkań doszło do morderstwa. To spostrzeżenie zawiązuje akcję filmu z zaskakującym finałem i wprowadza widza w labirynt podejrzeń opartych na zaobserwowanych scenach.
To jak bilet do kina na kilkanaście filmów na raz.
Większość osób – zarówno tych, które śledziły losy bohaterów trzeciej edycji Big Brothera, jak i zdeklarowanych przeciwników tego programu – pamięta sensację, jaką wzbudziło „łaźniano-erotyczne” wydanie Frytki. I prawie każdy (zostawiam margines dla deklarujących wyjątkowość w formie Tartuffe’a) chciał to zobaczyć.
Szczytem hipokryzji byłoby całkowite odcinanie się od tej słabości. Karmienie ciekawości większymi czy mniejszymi porcyjkami „cudzesów” leży w ludzkiej naturze i można je uznać za akceptowalne, chyba, że ciekawość przybiera formę wojeryzmu… (1).
Skrajnym przykładem takich skłonności jest cykl „Park” z 1971 r. Japończyka Kohei Yoshiyukiego.
By zrobić zdjęcia podglądaczy fotograf sam musiał stać się jednym z nich i wraz z grupą uzbrojonych w aparaty, pełzających w ciemnościach mężczyzn, czołgać się w krzakach w poszukiwaniu zajętych sobą ofiar.
Szukałam zdjęcia, które mogłabym zamieścić w tym tekście, ale żadne się nie nadaje – przez wzgląd na prezentowane treści. Zainteresowani znajdą je oczywiście w sieci, ale to już na własną odpowiedzialność:)

Pierwsza edycja Big Brothera przyciągała co tydzień przed ekrany telewizorów 4,5 mln podglądaczy, fot. Adam Chełstowski, Agencja FORUM
Żyjemy podobno w cywilizacji ekshibicjonistycznej, gdzie obnażanie się z prywatności i przeżywanie cudzego życia, przestało być czymś niezwykłym.
I, paradoksalnie, to nas najbardziej obnaża.
Przypisy
1. Wojeryzm – skłonność do podglądania ludzi w sytuacjach intymnych
Źródła:
Malarstwo i rysunek Krzysztofa Iwina
Piotr Sarzyński, Oglądanie podglądaczy, Polityka.pl
Podglądacz rekonwalescent, Okno na podwórze, filmweb.pl
Hopper, seria „Rzeczpospolitej”
O zjawisku podglądania na podstawie programu Big Brother
25
Gdyby babcia miała wąsy
Kategorie: Performance, Rysunek i malarstwo, Rzeźba | Tagi: dadaizm (2), Gioconda (2), kubizm (2), Leonardo da Vinci (4), Marcel Duchamp (2), Mona Lisa (3), readymades (3), surrealizm (7) | 25 marca 2011
Wąsy są teraz modnym tematem, więc mam argument, by przywołać słynną Giocondę z zarostem oraz kpiarza Duchampa i rozwikłać zagadkę tajemniczego tytułu „L.H.O.O.Q.”.
Oryginalny obraz – ten namalowany przez Leonarda da Vinci (zobacz) – przedstawia postać, której uśmiech został gromadnie okrzyknięty „najbardziej zagadkowym”.
Snuto więc domysły, a zgadywanie, kto został uwieczniony na drewnie topoli i co spowodowało ów grymas na twarzy, stało się zajęciem dla historyków i domorosłych detektywów sztuki na długie lata.
Jeśli to portret Lisy Gherardini (żony kupca o nazwisku Giocondo), to zleceniodawca mógł mieć powody do zazdrości, bo spojrzenie kobiety jest szczególne…
Jeśli to autoportret da Vinci, bo i takie tezy się pojawiały, to dlaczego z twarzą kobiety? Jeśli to wytwór wyobraźni malarza, to po co historycy sztuki tracą czas na popularyzowanie swoich wersji?
Równie zagadkowy jest tytuł słynnej Giocondy z wąsami, autorstwa Marcela Duchampa – L.H.O.O.Q. Jeśli zostanie odczytany po francusku, to będzie mu towarzyszyć wstępujący na twarz czytającego rumieniec;)
To fonetyczna zabawka Duchampa. Artysta ukrył pod tymi literami zdanie „Elle a chaud au cul” , które oznacza dosłownie „ona ma gorący tyłek”. I to jest dopiero wyzwanie dla nałogowych interpretatorów. A może wskazówka… Wulgarne określenie kobiety, czy zwrócenie uwagi na rzekomy homoseksualizm da Vinci?
Pomysły Duchampa są luźno splecionym z kubizmu, surrealizmu i dadaizmu warkoczem. Więcej w nich humoru, konceptu i prowokacji, niż tradycyjnie pojętego procesu tworzenia.
Najlepszym dowodem na takie podejście do tworzenia są tzw. „readymades”, czyli najzwyklejsze przedmioty przedstawiane jako dzieła sztuki. Jeden z przykładów tej dość szczególnej „twórczości” mamy po lewej.
Wystarczyło awansować pisuar do rangi „Fontanny”, by 500 znanych i cenionych ludzi kultury nazwało go „najbardziej wpływowym dziełem sztuki XX wieku”.
Szaleńcy, klakierzy, znawcy sztuki, czy ludzie z poczuciem humoru? Oceńcie sami.
Poza „Fontanną” w zbiorze osobliwych „readymades” znalazły się również takie konstrukcje jak „Koło rowerowe” (osadzone na taborecie koło rowerowe – pierwsza kinetyczna rzeźba), „Szufla do śniegu” i „Suszarka do butelek”.
Nie ulega wątpliwości, że do odbioru prac Duchampa jest potrzebny dość spory dystans i bogata wyobraźnia.
W tych eksperymentach ze sztuką i nadawaniu nowych znaczeń starym przedmiotom artysta miał swój cel. Chciał nauczyć ludzi patrzenia nie oczami, a intelektem.
Jego „readymades” były w istocie rzeczy prowokacyjnym eksperymentem, który miał doprowadzić do powstania nowego rodzaju sztuki – takiej, na którą się nie patrzy, ale w której – poprzez proces myślenia – się uczestniczy.
Udało się?
Zanim odpowiecie sobie na to pytanie, rzućcie okiem na zdjęcie po prawej i zastanówcie się, jaką inną rolę mógłby pełnić przedmiot, który zwykle jest brzeszczotem piły…
Skojarzenie, jakie wykorzystał Duchamp, nie jest zbyt skomplikowane. „Dzieło” nosi bowiem tytuł „Grzebień”.
Często przedmiotom tym – o oczywistych skojarzeniach – towarzyszyły pozbawione sensu opisy i abstrakcyjne tytuły.
I tak piła, która w wyobraźni zamienia się w grzebień, miała na odwrocie napis „Trzy lub cztery krople z wysokości nie mają nic z dzikości”. O co mogło mu chodzić? Pewnie o nic. Duchamp po prostu lubił wprowadzać ludzi w stan zakłopotania, a tym samym mobilizować ich do uruchomienia zastanej wyobraźni i udania się na wyprawę w zakamarki podświadomości.
Dla Duchampa było oczywiste, że sztuka pojawia się tam, gdzie intencja autora krzyżuje się z reakcją odbiorcy. W tym rozumieniu dzieło sztuki nie ma racji bytu bez zaangażowania w proces tworzenia drugiej osoby, będącej obserwatorem.
To ciekawa nobilitacja odbiorcy. Artysta rzuca składniki, odbiorca gotuje według własnych smaków i potrzeb. Warto więc w konfrontacji ze sztuką gdybać, nawet jeśli te interpretacje wydają się czasem niedorzeczne i nierealne.
Co by było, gdyby babcia miała wąsy? Duchamp.
Źródła:
Rhonda Roland Shearer, Stephen Jay Gould, Duchamp’s L.H.O.O.Q.
Making sense of Marcel Duchamp
The Leonardo Da Vinci Mona Lisa
23
Down w 3D
Kategorie: Fotografia, Rysunek i malarstwo, Teatr | Tagi: Fotoplastikon (2), Teatr 21, Tomek Meuś, wystawy, zdjęcia (4), zespół Downa | 23 marca 2011
Przywykliśmy do oglądania na arcydziełach ludzi zdrowych, choć w historii sztuki nie brakuje portretów osób z wadami genetycznymi, chorych psychicznie i fizycznie niepełnosprawnych. Gdy w malarstwie, rzeźbie czy fotografii pojawia się o jeden chromosom za dużo, to obok wrażeń związanych z patrzeniem na obraz, patrzący (a nie portretowany) jest poddawany terapii. „Down w 3 D” to wystawa zdjęć Tomka Meusia, którą można oglądać w warszawskim Fotoplastikonie.
Na zdjęciach Meusia są ludzie, którzy dążą do normalności, choć ze swojej miłości nie wyczarują nic więcej od zwykłego spotykania się, bo nie mogą zawierać małżeństw. W ramionach tulą lalki – zespół Downa ogranicza, choć nie wyklucza, zdolności rozrodczych. Welon na głowie to tylko mistyfikacja. Emocje są prawdziwe.
Dodatkowy chromosom w 21 parze zamyka dorosłym osobom z zespołem Downa furtkę do „normalnego” świata i zaspokajania jednej z podstawowych potrzeb – założenia własnej rodziny.
Choć erotyka, miłość, czułość są w ich życiu obecne, a nawet – co jest spowodowane chorobą – spotęgowane, niemożność wykorzystania ich we własnej rodzinie, zamyka chorych w społecznej klatce.
Zdjęcia Meusia (TUTAJ możesz je zobaczyć) powstały jako ilustracje do poradników na temat seksualności osób niepełnosprawnych intelektualnie.
O wystawie tyle. Kto nie widział, niech spieszy do warszawskiego Fotoplastikonu, bo to już ostatni dzień, kiedy można ją oglądać. Szczegóły TUTAJ.
Informacja o tej wystawie skłoniła mnie do poszukiwań obecności i zaangażowania osób z zespołem Downa w sztukę.
Znalazłam bardzo nietypową wersję (powyższa ilustracja) słynnego obrazu Leonarda da Vinci. W tej odsłonie „Ostatniej Wieczerzy” apostołowie mają o jeden chromosom za dużo…
Na tę chorobę cierpi również Matka Boska z obrazu Weroniki Karwowskiej.
– Gatunek portretowy w malarstwie od wielu lat wiąże się z przedstawianiem osób ważnych, zasłużonych, pięknych, cenionych – mówi Weronika Karwowska. Zastosowanie tej formy dla pokazania moich bohaterów – osób z zespołem Downa – ma na celu dodanie im, chociaż symbolicznie, dostojeństwa i społecznej ważności, ale również pokazanie ich jako zwykłych ludzi ze zwykłymi marzeniami, dążeniami, tęsknotami – dodaje artystka (wypowiedź zaczerpnięta z zyciewarszawy.pl).
Na początku XVI wieku powstał zagadkowy obraz „Adoracja Dzieciątka Jezus”.
Według lekarza Andre Leviatsa na malowidle widać dwie postaci, które mają zespół Downa. Jedna z nich to anioł, druga – postać obok Matki Boskiej.
Jeśli lekarz się nie myli, to mamy do czynienia z pierwszą malarską dokumentacją tej choroby – na 3,5 wieku przed opisaniem jej przez Johna Langdona Downa.
Osoby cierpiące na ten zespół pojawiają się w sztuce jako portretowani. Biernemu udziałowi towarzyszy również aktywny – nie tylko na warsztatach terapii zajęciowej. Osoby z Downem malują, rysują, rzeźbią i występują na scenie.
Przy Zespole Społecznych Szkół Specjalnych „Dać szansę” w Warszawie od kilku lat działa Teatr 21.
Członkami zespołu są uczniowie szkoły – osoby z zespołem Downa oraz z autyzmem (zdjęcie poniżej).

Spektakl "Portret" w wykonaniu Teatru 21 (aktorzy tego teatru to osoby z zespołem Downa). Fot. e-teatr.pl
Odnoszę wrażenie, że terapii bardziej potrzebują odbiorcy sztuki – ludzie zdrowi. Tym, którzy mają o jeden chromosom za dużo, taka rzeczywistość wydaje się normalna. Zdrowi widzą różnice. Czasem więc potrzebują lekcji oswojenia.
Źródła:
Plastikon Warszawski
„Rytm życia” Weroniki Karwowskiej w 1500m2, zyciewarszawy.pl
Zakątek 21
Barbara Gruszka-Zych, Kochać sto razy mocniej, opoka.org
Currentmedia.org
21
Alfons Winehouse i Jan van Putin
Kategorie: Jak dwie krople wody, Muzyka, Rysunek i malarstwo | Tagi: Alfons Karpiński, Amy Winehouse (2), Bronisław Komorowski (2), Francisco Goya (2), Jacek Malczewski, Jan van Eyck (3), podobieństwa (7), Witkacy (8), Zaślubiny Arnolfinich (3) | 21 marca 2011
Jeśli masz w planach zamówienie portretu, by potomni zapamiętali Cię jako dostojnego przodka, przewertuj najpierw książki z reprodukcjami znanych dzieł sztuki. Twoja twarz nie jest niepowtarzalna i pewnie odnajdziesz ją na którymś z najbardziej znanych obrazów…

"Portret modelki Jane" Alfonsa Karpińskiego, fot. .pinakoteka.zascianek.pl (L) oraz Amy Winehouse, fot. AFP (P)
Podobieństwo do jazzowo-soulowej artystki Amy Winehouse znajdziemy na przykład na obrazie Alfonsa Karpińskiego „Portret modelki Jane”. Karpiński, na stałe związany z Krakowem, malował pejzaże miejskie, kobiety i kwiaty. W wyrafinowanych portretach kobiecych można dostrzec inspirację sztuką J. McNeila Whistlera, a także sztuką japońską.
Nieco bardziej ekscentrycznego portretu doczekała się Anna Fotyga… Witkacemu, jako jednemu z niewielu, udało się wydobyć z twarzy pani minister emocje.
O Putinie, który pojawia się na obrazie „Zaślubiny Arnolfinich” i błogosławi światu („Portret małżeństwa Arnolfinich”) Jana van Eycka już pisałam. Podobieństwo jest uderzające.
W „Autoportrecie w zbroi” Jacka Malczewskiego można dostrzec podobieństwo do aktora Johna Malkovicha.
Portret Stefana Glassa, narysowany przez Witkacego, z twarzą łudząco podobną do pana prezydenta miał zawisnąć w ambasadach RP na całym świecie, ale jakoś nikt nie podjął tematu;)
I jeszcze jeden przykład. Własnego portretu u wielkiego mistrza doczekała się nawet opiekunka Stasia z serialu „Usta usta”. Antonię Zarate namalował Francisco de Goya.

Portret Antonii Zarate - Francisco De Goya, fot. art.com. Elena Leszczyńska - Oksana z serialu "Usta usta", fot. filmpolski.pl
17
Pląsylwania na Spontana, Massauciechs w Sexasie
Kategorie: Reklama, Rysunek i malarstwo | Tagi: fowizm (2), Henri Matisse (3), Ogilvy (2), reklama (8), sztuka w reklamie (5) | 17 marca 2011
W 1999 roku w szarzyznę na polskich billboardach wgryzła się kampania „stanów wyzwolonych”, która – dzięki interesującym kontaminacjom językowym – połączyła nazwy stanów Ameryki Północnej ze stanami, jakie (według pomysłodawcy) osiąga się po wypaleniu papierosa.
Pląsylwania, Spontana, Massauciechs, Sexas, Bawizona, Beztraska i Coloradość. Pamiętacie te billboardy z poprzedniego stulecia?
Zabawy językowe niewinnie wciągają do świata „zadymy” i luzu. Poza słowotwórczym pląsem pomysł na kampanię dostarcza „masy uciech”, bo oto w Coloradości pojawia się zawoalowany Matisse ze swoim najbardziej znanym obrazem „Taniec”.
W dorobku Matisse’a znajdziemy dwa, niemal bliźniacze obrazy „Taniec”. Na drugim, namalowanym w 1910 r. (powyżej), który znajduje się w Ermitażu w Sankt Petersburgu, artysta wzmocnił barwy, nadając im bardziej fowistyczny charakter. Zadbał również o detale.
Dynamiczna kompozycja obrazu, podkreślona przez silne odcięcie trzech dominujących barw, a także swego rodzaju oszczędność w oddaniu charakteru pląsających postaci sprawia, że obraz staje się łakomym kąskiem dla grafików, plastyków…
Inspirację obrazem Matisse’a widać między innymi w logo, które będzie znakiem olimpiady w Rio de Janeiro w 2016 r.
Choć nawiązanie do tego dzieła sztuki jest ewidentne, pomysłodawcy twierdzą, że wszelkie podobieństwa – nie tylko do malowidła Matisse’a, ale także do logo Telluride Foundation (poniżej), co również było sugerowane – są całkowicie przypadkowe.
Fred Gelli, dyrektor kreatywny agencji Tatil, która wygrała konkurs na projekt logo, dostrzega zbieżności między wymienianymi, rzekomymi inspiracjami a projektem, ale zapewnia, że nie było to działanie intencjonalne.
Takie tłumaczenia wydają się być naciągane i nie do końca zrozumiałe. W inspirowaniu się dziełami sztuki nie ma niczego złego. To dobrze świadczy o agencjach reklamowych, że zatrudniają ludzi, którzy orientują się w historii sztuki. Ponieważ jednak granica między inspiracją a plagiatem bywa dyskusyjna (twórcy znaku graficznego olimpiady byli oskarżani o plagiat), do ekipy pasjonatów sztuki warto dokooptować dobrych prawników 😉
Źródła:
Konrad Juszczyk, Karambol kalamburowy
Prawa zależne w polskim prawie autorskim
Ogilvy.com
16
Dalimatias
Kategorie: Architektura, Design, Reklama, Rysunek i malarstwo | Tagi: Ogilvy (2), psychoanaliza, reklama (8), Salvador Dali (4), sen (3), skojarzenia, surrealizm (7), sztuka w reklamie (5), wyobraźnia | 16 marca 2011
Gdy dzwoni telefon, to trzeba przyłożyć homara do ucha. Podobno pomaga.
Świat Salvadora Dali, w którym czas odliczają wiotkie zegary, a zaspani znikają w mięsistych ustach kanapy otwiera kolejne szuflady wyobraźni. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych światów w historii sztuki, który na hasło „Dali” uruchamia w umyśle gigantyczną chmurę słów-kluczy: Gala, płonąca żyrafa, surrealizm, szuflady, zegary, podkręcony wąsik…
Mnogość motywów pozlepianych sennymi fantazjami i lękami wydaje się być efektem odwróconego kalejdoskopu, w którym szkiełka się celowo rozsypuje, a nie układa w regularne kształty.
W twórczości Dalego rozum traci stołek przewodnika. W jego miejsce artysta angażuje sen i zaprasza do wędrówek po bezdrożach podświadomości.
W fantastycznym świecie, pełnym amorficznych bytów, zdeformowanych ciał ludzi i zwierząt przewijają się elementy charakterystyczne dla więcej niż jednego obrazu. Wśród nich – skały.
Nie jest to jakiś przypadkowy krajobraz. Na skalistym wybrzeżu Cape Creus w Katalonii Dali bawił się wyobraźnią i wyławiał spośród kamiennych fasad zaskakujące kształty.
Gdy dziś płynie się łodzią wzdłuż wybrzeża, można się podobno poczuć, jakby się było elementem jednego z malowideł Salvadora Dali. Te wszystkie żywe „rzeźby”, które dostrzegł artysta, nadal tam są (jeśli chcesz je zobaczyć, zobacz część II materiału BBC – linki pod tekstem).
Ta zabawa przypomina gapienie się w niebo i szukanie zwierząt, twarzy oraz innych kształtów wśród skłębionych chmur. Na zdjęciu obok wypatrzyłam podstarzałego (ma siwy pysk), ufryzowanego pudla. Ale ktoś może dostrzec czającego się za nim niedźwiedzia z głową zwróconą w przeciwną stronę…
Rozwijanie wyobraźni jest jednym z największych osiągnięć surrealizmu.
Czy patrząc na tę reklamę Ikei widzisz tylko balkony? Czy gdybyś miał przywołać artystę, z którym kojarzy ci się ten pomysł, to nie wymieniłbyś Salvadora Dali, który często posługiwał się tym właśnie motywem (m. in. w „Płonącej żyrafie”)?
W pracach Salvadora Dali widać bunt przeciw konwencjom, klasycyzmowi, realizmowi – spełniają wszystkie kryteria wyznaczone w latach 20 XX wieku przez surrealistów.
Przedstawiciele tego kierunku, zafascynowani psychoanalizą oraz wszelkimi nadrealnymi zjawiskami, wkraczali na poletko Carla Gustava Junga i Zygmunta Freuda.
Kierunek ten – w najbardziej fantastyczny sposób – odkrywał drzemiącą pod kołdrą wyobraźnię i pobudzał ją do podwójnego widzenia świata.
Na zdjęciu po prawej, które jest portretem artysty wykonanym przez Philippe Halsmanna, widać zarówno czaszkę, jak i oryginalny, zbiorowy akt. Doskonały portret ducha surrealizmu…
Z osiągnięć artystów zaliczanych do tego kierunku czerpie pełnymi garściami przemysł reklamowy. Poza kampanią Ikei opracowaną przez Ogilvy mamy jeszcze inny znamienity przykład przeniesienia sztuki na ten grunt.
W kampanii przygotowanej dla Perriera firma Ogilvy Paris przywołała inny obraz Salvadora Dali – „Cieknące zegary” (znane również pod tytułami „Miękkie zegary”, „Uporczywość pamięci”, „Trwałość pamęci”).
W perfekcyjny sposób oddano tu „cieknącą” pod wpływem upału rzeczywistość, którą do stałego stanu skupienia może przywrócić jedynie reklamowany produkt.
„Miękkie zegary” można również kupić w formie dizajnerskich gadżetów. Mało praktycznych, ale cytujących idealnie sztukę, prezentów dla fanatyków wnętrz.
Dorobek surrealistów, jeśli tylko chce się go odbierać wielowymiarowo, jest studnią bez dna. Można złowić trampka albo homara.
POLECAM mistrzowsko przygotowany przez BBC materiał o Salvadorze Dalim – z serii Modern Masters.
Każda z części trwa około 10 minut. Dla tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na obejrzenie całości, krótkie opisy-hasła w nawiasach, żeby mogli dotrzeć dokładnie do tych informacji, które ich interesują).
Część I (dzieciństwo Salvadora Dali, początki surrealizmu, rozmowa z biografem)
Część II (rozmowa ze specjalistą od psychoanalizy, podwójne odbieranie rzeczywistości, skały w twórczości Salvadora Dali)
Część III (związek z Galą, dom Salvadora Dali, interakcja z dziełem sztuki i najbardziej erotyczna kanapa)
Część IV (wpływ twórczości Salvadora Dali na współczesnych artystów, co łączy Salvadora Dali z dmuchanym homarem, surrealizm w modzie)
Część V (sekwencja snu opracowana przez Salvadora Dali do filmu Hitchcocka „Zauroczona”, Dali i Walt Disney, Dali-ekscentryk,
Część VI (Co zrobił Dali z Marilyn podarowaną przez Warhola? Muzeum jak mózg Salvadora Dali)
15
Kolor skóry ma znaczenie
Kategorie: Obyczaje | Tagi: Holi, Indie (12), tradycja (6), wiara (2) | 15 marca 2011
Ale tylko w czasie święta Holi podczas wyjątkowego i bardzo „malarskiego” powitania wiosny. Barwniki sypią się z nieba, a woda, która spływa na świętujących, tworzy na ich twarzach żywe „dzieła sztuki”.
Na kilka dni przed festiwalem ludzie zaczynają gromadzić drewno na największych skrzyżowaniach. W wigilię święta Holi palą na stosach kukłę Holiki, która podstępem próbowała uśmiercić Prahladę – oddanego wielbiciela Narajany (uosabianego w późniejszym okresie z Wisznu i Kryszną). To dzień nazywany Holika Dahan. Do historii i rytuałów związanych z tym świętem odsyłam jednak TUTAJ.
Dzień później na ulicach Indii i twarzach bawiącego się ludu ląduje „cała góra barwników” i wiadra wody. Z mieszanki podsycanej entuzjastycznym witaniem wiosny rozkwitają żywe, nasycone kolorem portrety.
Takie, jakich nie zobaczycie na żadnej wystawie.
W tym roku świętowanie rozpocznie się w sobotę 19 marca.
POLECAM:
Pudrowe odcienie Holi – niezwykła galeria na blogu Piotrka Macury (990px.pl)
Festiwal w Indiach (galeria zdjęć)
Wszystko o święcie Holi na stronie holifestival.org
14
Najbrzydsze Dzieciątka Jezus
Kategorie: Rysunek i malarstwo | Tagi: Albrecht Durer (3), Jan van Eyck (3), Jean Malouel, Madonna z Dzieciątkiem (2), Martin Schongauer, sztuka sakralna (5), wiara (2) | 14 marca 2011
Jak daleko może się posunąć artysta przedstawiający Madonnę z Dzieciątkiem? Okazuje się, że fantazja niektórych malarzy wykraczała daleko poza granice przyzwoitości, a wyobrażenia Dzieciątka Jezus meandrowały dość swobodnie, tworząc gigantyczne zakola interpretacyjne: od dziecka z twarzą starca, ciałem schorowanego otyłego człowieka, czy postaci przypominającej bardziej tolkienowsko-jacksonowskiego Golluma.
Oto subiektywny (co szczególnie podkreślam) ranking najbrzydszych Dzieciątek. Na Madonny przyjdzie pora.
1. Jezus z obrazu „Madonna kanclerza Rolin” – Jan van Eyck (powyżej)
Obraz ten powstał na zamówienie burgundzkiego kanclerza – Nicolasa Rolin, który został także uwieczniony na malowidle. Jan van Eyck nie powstrzymał się od wymierzenia w swojego „chlebodawcę” ostrza ironii, ukazując go jako bezwzględnego pyszałka patrzącego, owszem, na Matkę Boską z Dzieciątkiem, ale jakby gardzącego ich majestatem.
Wątpliwa pobożność fundatora zdaje się tu nie być żadną tajemnicą.
Na drugim planie jest godny uwagi pejzaż – tętniące życiem miasto, zatłoczony most, wysepka i barki. Inny świat – gwarny i doczesny.
2. Jezus z obrazu „Madonna kanonika van der Paele” – Jan van Eyck
Matka Boska z pogardą spogląda na zleceniodawcę – kanonika Jorisa van der Paelem, którego van Eyck przedstawił jako nadętego starca, nie darując mu ani jednej zmarszczki, brodawki i potężnej łysiny.
Z obrazu wieje egzotyką. Mały Jezus trzyma w ręce papużkę i bukiet kwiatów.
Obraz jest utrzymany w konwencji „Madonny kanclerza Rolin” – nie tylko, jeśli weźmiemy pod uwagę kompozycję, ale przede wszystkim pogardliwe przedstawienie zleceniodawcy…
3. Jezus z obrazu „Święta Rodzina” Martina Schongauera
Madonna karmi Dzieciątko winogronami. Owoce te są symbolem Eucharystii – czyli zapowiedzią śmierci Jezusa.
Twórczość Martina Schongauera, niemieckiego malarza i rytownika, pozostaje pod wielkim wpływem Rogera van der Weydena.
4. Jezus z obrazu „Madonna z motylami” Jeana Malouela
Madonna z Dzieciątkiem to jeden z najczęściej podejmowanych w malarstwie (i rzeźbie) tematów. Postaci zwykle przedstawiane są w otoczeniu symboli. Jabłko to symbol panowania, ale także zbawienia; kiść winogron – śmierci, jaskółka – zmartwychwstania, a krzyż – męczeństwa.
Najczęściej są to obrazy pełne macierzyńskiego ciepła lub pełnego powagi majestatu, a przedstawiane postaci – wyidealizowane. Zdarza się jednak, że malarze robią niewinny skok w bok i – unikając odbitek z ugłaskanej sztampy – wprowadzają zamęt do przyjętych od wieków wyobrażeń świętych.
5. Jezus z obrazu „Madonna z Dzieciątkiem” Albrechta Durera
ŹRÓDŁA:
Van Eyck, Klasycy sztuki, „Rzeczpospolita”
„Dzieciątko Jezus w sztuce” (Przewodnik Katolicki)
Madonna w sztuce
14
Kto je ogień, wypróżnia się iskrami (rozwiązanie konkursu)
Kategorie: Konkursy, Rysunek i malarstwo | Tagi: konkurs (8) | 14 marca 2011
Rozwiązania:
1. Głową muru nie przebijesz
2. Nie warto płakać nad rozlanym mlekiem
3. Rzucać perły przed wieprze
4. Wsadzać kij w szprychy
5. Wodzić kogoś za nos
6. Patrzeć przez palce
7. Płynąć pod prąd
8. Brać ciężar na własne barki
OSOBY NAGRODZONE:
Anetta Mal (4 prawidłowe odpowiedzi)
1) Głową muru nie przebijesz (+)
2) Mleko zostało rozlane, czyli co się stało to się nie odstanie, już po fakcie (+)
3) Rzucanie róż przed wieprze (+)
4) Być pod wozem – w złej sytuacji (to nie jest dokładnie to przysłowie, o które chodziło, ale ponieważ z obrazu może tak wynikać, odpowiedź uznaję; +)
5) Od słowa do słowa i kłótnia gotowa (-)
Marcin Głowiak (4 prawidłowe odpowiedzi)
2. Nie ma, co płakać nad rozlanym mlekiem (+)
3. Dorwały się jak świnie do koryta (podobna sytuacja jak u Pani Anetty – to nie jest dokładnie to przysłowie, o które chodziło, ale ponieważ z obrazu może tak wynikać, odpowiedź uznaję; +)
4. Baba z wozu koniom lżej; lub Raz na wozie, raz pod wozem; lub Być jak piąte koło u wozu (uznaję wersję „raz na wozie, raz pod wozem; +)
5. Gdzie dwóch si… (-)










































Wasze komentarze