Zjeżdżalnia do kanału

Kategorie: Rzeźba, Street art | Tagi: , Slinkachu, Tiny Street Art Project, | 30 kwietnia 2011
Post

Chłopiec zjeżdżający nieświadomie w otchłań kanału, wiosłowanie w kałuży mleka, dzieci pluskające się w toksycznym sosie. To miniaturowy świat zanurzony w szambie problemów, walczący ze śmiertelną chorobą: niezauważaniem drugiego człowieka.

Konstrukcja pt. "Wet’n'Wild" w Grottaglie (Włochy), fot. boredpanda.com

Slinkachu jest jednym z tych nielicznych artystów, którym udało się stworzyć sztukę zaangażowaną społecznie z pominięciem efektu zohydzenia jej odbiorcom.

"Lokalne atrakcje dla dzieci", fot. lenscratch.blogspot.com

Z jego mikroskopijnych instalacji, ledwie dostrzegalnych w rozległym miejskim krajobrazie, nieśmiało wychylają się społeczne problemy – główny: zdehumanizowanie relacji między ludźmi. To bardzo dyskretny podprogowy przekaz.

Często w jego mikro-sferze materiałem stają się odpadki, między którymi dryfuje mały człowieczek ze swoimi dużymi problemami. I ta dosłowność wykorzystanych materiałów tworzy zgrabną metaforę zaśmiecenia życia.

Slinkachu tworzy maleńkie scenki modelarskie, a następnie wykonuje kilka zdjęć: jedno z bliska (tak, żeby się wydawało, że scena rozgrywa się naprawdę), drugie z daleka – w zestawieniu z innymi przedmiotami w rzeczywisych rozmiarach (tak, aby patrzący dostrzegł miniaturyzację). Zestawienie tych dwóch perspektyw daje interesujący efekt, symbolicznie nawiązujący do naszej krótkowzroczności…

Scenki (a przynajmniej większość) wydają się być żartobliwe, błahe, lekkie – do momentu zobaczenia ich z dalszej perspektywy. Chłopiec, który zjeżdża na zjeżdżalni, zsuwa się w czarną czeluść kanału, a dzieci, które kąpią się w toksycznej, brązowej mazi nie są wcale na wakacjach nad Morzem Martwym, ale pływają w fast-food-owym sosie.

"Chicken Tikka Disasta", fot. little-people.blogspot.com

Przygotowanie modeli to bardzo precyzyjna praca. Poza wykorzystanymi sceneriami artysta wykonuje również miniaturowe figurki ludzi, które wyglądają niezwykle realistycznie.

Tragedie, które rozgrywają się w świecie Slinkachu, dzieją się w banalnym otoczeniu. Kobieta tonie w kałuży, wypalony papieros wyrasta z ziemi jak Kolumna Nelsona i z takąż atencją jest podziwiany przez starszych turystów, wczytujących się w opis domniemanego zabytku.

"Pamiątki" w Belsay Hall, Newcastle. Fot. little-people.blogspot.com

Akcja toczy się w przypadkowych miejscach. Beztroskie pływanie łódką po białym jeziorze ogranicza kałuża rozlanego mleka i przepaść – następny stopień schodów, na których leżą śmieci – miejskie rekwizyty, codzienna scenografia, której się nie zauważa. Slinkachu, obiektywem aparatu, zgrabnie balansuje między mikro-światem a „kingsajzem”.

Skąd się wziął przydomek artystyczny Slinkachu? Jak się okazuje jego rodowód jest niezbyt skomplikowany. Pierwsza część „slinky” – jak czytamy w artykule „Times’a” – podobno od mocno kręconych włosów artysty (choć to  słowo w języku angielskim ma całkiem inne znaczenie;) – zachęcam do poszukiwań).

Druga część pseudonimu wiąże się z zamiłowaniem artysty do przedstawiania swoich przyjaciół jako pokemonów. A to już jest dość osobliwe…

"Spilt milk" w Grottaglie (Włochy), fot. little-people.blogspot.com

Jak Slinkachu wpadł na pomysł zrealizowania mikroskopijnego świata?

Stał kiedyś podobno zamyślony na werandzie swojego domu w Zachodnim Londynie. Spojrzał w dół i zobaczył jelonka rogacza (czyli chrząszcza).

„Pomyślałem, jakie to niezwykłe zobaczyć takie zjawisko w środku Londynu. A później zacząłem się zastanawiać, że być może chrząszcze po prostu tu żyją, a my ich nie zauważamy”. Kilka dni później wpadł na pomysł stworzenia mikro-ludzi…

I tak to się zaczęło. Wystartował z blogiem, na którym dzielił się swoimi zdjęciami z przyjaciółmi. Grupa fanów zaczęła się szybko rozrastać. Rzucił swoją pracę i znalazł odpowiednią galerię.

Warto czasem zaryzykować. Dziś jego zdjęcia osiągają ceny 4 tys. funtów za sztukę.

Zobacz również:

Więcej zdjęć znajdziesz na blogu autora tych pomysłów, czyli TUTAJ.

Slinkachu.com – oficjalna strona artysty

Carry on Camping – with Slinkachu’s midgets

The art of the Big Society is to keep things small, thisislondon.co.uk

6 komentarzy

  • Jarex | Maj 4th, 2011 @ 7:18 am | Odpowiedz

    Hi,
    It’s funny, and something new.
    Inspired Your idea, I will paint all biggest Roman snails in my garden 🙂

  • khkhhkdf | Maj 4th, 2011 @ 10:35 am | Odpowiedz

    no i? do czego to ma prowadzić? jest? jest, ale co z tego?

  • Amelia | Maj 4th, 2011 @ 3:10 pm | Odpowiedz

    Super, niekonwencjonalna forma sztuki! Jak dla mnie bomba! 😉 Kto jest autorem tego dzieła w miniaturkach? 😉

  • Jordan 2012 Sale | Listopad 19th, 2014 @ 1:29 pm | Odpowiedz

    It would appear that this mobile provides great improvements over apple ipad,,, strangely i always cannot stand is definitely, it’s not going to help obtainable,,,
    Jordan 2012 Sale http://ditsykins.com/wp-content/upgrade/2013/buyjordan11bred.php

  • FFXIV Gil | Listopad 20th, 2014 @ 2:18 pm | Odpowiedz

    Why do not we try this ?

Odpowiedz na „Jordan 2012 SaleAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*